Info

avatar Ten blog rowerowy prowadzi Kosiek. Odkąd jestem na bikestats.pl przejechałem 34372.37 kilometrów. Średnia prędkość wynosi aktualnie 21.12 km/h - trochę mało, ale spowalnia mnie Balast ;-)

Więcej moich rowerowych statystyk.



baton rowerowy bikestats.pl button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl

Wykres roczny

Wykres roczny blog rowerowy Kosiek.bikestats.pl

Archiwum bloga

Wpisy archiwalne w kategorii

Krótko, nie zawsze na temat ;-)

Dystans całkowity:13176.06 km (w terenie 0.00 km; 0.00%)
Czas w ruchu:631:58
Średnia prędkość:20.72 km/h
Maksymalna prędkość:66.71 km/h
Liczba aktywności:910
Średnio na aktywność:14.48 km i 0h 41m
Więcej statystyk
Dane wyjazdu:
5.62 km 0.00 km teren
00:14 h 24.09 km/h:
Maks. pr.:34.40 km/h
Temperatura:9.0
HR max: (%)
HR avg: (%)
Podjazdy: m
Kalorie: kcal
Rower:Kosia

Zimne Rogi ;-)

Czwartek, 5 maja 2011 · dodano: 05.05.2011 | Komentarze 0

Początkowo nie planowałem wyjścia na rower, ale z biegiem czasu ta chęć rosła. Nie było sensu siedzieć w domu dla samego siedzenia. Postanowiłem wyjść ot tak - po prostu się przejechać i dotlenić.



Po przejechaniu pierwszych kilkunastu metrów, wróciłem po kurtkę, bo wiatr ciągnął przez bluzę. Ledwie wszedłem, odezwał się telefon - to znajoma z Anglii dzwoniła, ale niestety nie mogłem z nią rozmawiać, bo zostawiłem rower na klatce, a w raz z nim licznik i nawigację. A szkoda...
Fajnym tempem skierowałem się na Rogi. Ptaki śpiewały, a aura była jak wczesnojesienna. Było chłodno. Za wiaduktem zauważyłem, że navi padła. Nie miałem baterii na wymianę, ale to nic. Dobrze choć tyle, że nie jechałem gdzieś dalej, choć z drugiej strony, na dziś zaplanowałem inną wersję trasy, ale zapewne powtórzę ją, skoro wyszło jak wyszło ;-)
Radośnie pedałując przemknąłem przez Rogi :-) Jadąc już za zabudowaniami, zerkałem na krwisto czerwone, zachodzące słońce. W kilka chwil później, będąc na osiedlu domków poczułem, że jest jeszcze zimniej. Mimo wszystko fajnie było się tak dotlenić :-)

Dane wyjazdu:
6.33 km 0.00 km teren
00:15 h 25.32 km/h:
Maks. pr.:40.20 km/h
Temperatura:10.0
HR max: (%)
HR avg: (%)
Podjazdy: m
Kalorie: kcal
Rower:Kosia

Zima wróciła!

Środa, 4 maja 2011 · dodano: 04.05.2011 | Komentarze 0

Zima wróciła! Wczoraj padał śnieg! No niezłe jaja... Przecież maj mamy! :-) Dziś co prawda było pogodnie, ale rano wciąż trzymało zimno. Byłem też dłużej w pracy, ale jakoś nie czułem się zmęczony. Jeszcze dziś zaliczę rower! :-)
Początkowo plan zakładał udać się na Żabieniec, ale przecież padało, więc nie było za bardzo sensu się tam pchać. Minęło też trochę czasu, odkąd wróciłem do domu, więc przejadę się jedynie parkiem... Zawsze to coś :-)



Ujć! Chłodno... Jak zwykłem to robić ostatnio, od samego początku narzuciłem szybkie tempo. Niebawem dotarłem do parku, gdzie było bardzo zielono. Gałęzie tworzyły wręcz ściany, między którymi się poruszałem :-) Gdy z niego wyjechałem, na osiedlu domków natknąłem się na bardzo miłą i sympatyczną koleżankę z pracy - oczywiście pomachałem jej na powitanie :-) Na początku drugiej części parku, aż pachniało zielenią :-) Słyszałem także dzięcioła :-) Do domciu wróciłem jadąc promenadą :-)

Dane wyjazdu:
22.33 km 0.00 km teren
00:57 h 23.51 km/h:
Maks. pr.:42.70 km/h
Temperatura:
HR max: (%)
HR avg: (%)
Podjazdy: m
Kalorie: kcal
Rower:Kosia

Stobrawski Park Krajobrazowy, dzień 3

Niedziela, 1 maja 2011 · dodano: 01.05.2011 | Komentarze 0

Dziś troszkę wcześniej wstałem ;-) Byli z nami Michał i Ania, a wiec nigdzie nie pojechaliśmy na rowerach, tak jak to wstępnie zakładaliśmy przed przyjazdem tutaj. Mimo to i tak bardzo fajnie spędziliśmy czas :-) Dodatkowo pogoda była niepewna, trochę padało, więc całkiem dobrze się złożyło :-) Zaraz po wyjeździe Ani i Michała, i my zaczęliśmy szykować się do powrotu.


Po południu na szczęście świeciło już słońce, więc gdy wyruszaliśmy w drogę, mieliśmy bardzo ładną pogodę :-) Muszę przyznać, że jakoś i mnie było trudno rozstać się z tym miejscem. W drodze do Opola znów jechaliśmy ładnym lasem, co jakiś czas mijając zabudowania. Ania nawet pokazała mi bociana, który ją przyniósł ;-) W Czarnowąsach zatrzymaliśmy się na dłuższą chwilę przy zabytkowym kościele. Był bardzo ładny, pachnący drewnem. Ów piękny moment, dopełniany był przez bardzo ładne popołudnie.







Nieopatrznie zeszło nam jednak trochę czasu i dlatego też przez dłuższą chwilę jechaliśmy na trasie szybciej, ale i tak dostępny zapas czasu nie pozwalał nam się stresować. Z Opola wyjechaliśmy z małym opóźnieniem. Jak na nasze warunki, podróż pociągiem mijała nam w ciszy ;-) Dopadła nas także swego rodzaju zaduma. Ależ to był fajny weekend! Gdy dotarliśmy do Kędzierzyna, musiałem jeszcze się przepakować i z dwoma plecakami (rowerowy robił za brzuch, szkolny za garba ;-) ), wyruszyłem do domu.

Dane wyjazdu:
15.21 km 0.00 km teren
00:40 h 22.82 km/h:
Maks. pr.:41.60 km/h
Temperatura:
HR max: (%)
HR avg: (%)
Podjazdy: m
Kalorie: kcal
Rower:Kosia

Stobrawski Park Krajobrazowy, dzień 1

Piątek, 29 kwietnia 2011 · dodano: 01.05.2011 | Komentarze 0

Dziś w pracy byłem sam i miałem lekkie ciśnienie, aby wyjść z niej o czasie, bo przecież musieliśmy zdążyć na pociąg. Zresztą nawet nie o to chodziło - po prostu chcieliśmy wyjechać jak najszybciej. Mury biurowca opuściłem zgodnie z planem, ale jeszcze w drodze do Ani gadałem przez telefon.


Gdy już do byłem na miejscu, sprawnie zebraliśmy się na stację, na której panowało małe zamieszanie, gdyż na peronie nie pokazywali naszego pociągu. Niemniej jednak w końcu wjechał trochę opóźniony i załadowaliśmy się do niego ochoczo :-) Podróż przebiegała spokojnie, ale z czasem coś gryzącego zaczęło unosić się w powietrzu. Pani konduktor poinformowała nas, że nastąpiła jakaś awaria i poleciła, abyśmy przeszli wgłąb pociągu. Oczywiście w głowach nam się nie mieściło to, abyśmy mogli zostawić rowery, więc nie ruszyliśmy się z miejsc. Mimo wszystko byliśmy w bardzo pozytywnych nastrojach :-)
Na stacji w Opolu przebiliśmy się przez tłum i już na rowerach ruszyliśmy dalej. Przez miasto jechało się przyjemnie, ale już na wylocie zostaliśmy obtrąbieni przez TIR'a, któremu przeszkadzało to, że nie jechaliśmy wytyczoną obok ścieżką rowerową. Na moje oko to był zwykły chodnik... Po chwili znów spokojnie jechaliśmy dalej. Już na tym etapie zacząłem rozglądać się na boki. Dzień był ładny, a ja obserwowałem otoczenie. Na krótko przed metą oddaliłem się od Ani, a w międzyczasie zaczęło kropić.
Na miejscu zauważyliśmy, iż nasze bidony śmierdzą tym gryzącym "czymś" z pociągu. Ciekawe co to było... Poczęliśmy instalować się w domu, a tymczasem zaczęło padać - nici więc z dzisiejszego wyjazdu. Później siedząc na tarasie wypatrzyliśmy tęczę :-)

-

Dane wyjazdu:
7.80 km 0.00 km teren
00:18 h 26.00 km/h:
Maks. pr.:38.50 km/h
Temperatura:
HR max: (%)
HR avg: (%)
Podjazdy: m
Kalorie: kcal
Rower:Kosia

Odprowadzam Kośkę...

Czwartek, 28 kwietnia 2011 · dodano: 01.05.2011 | Komentarze 0

Na majowy weekend, Ania wymyśliła wyjazd na swoją daczę ;-)) Mając do dyspozycji tylko rower i autobus, nie dam jednak rady zapakować się na raz, a więc dziś musiałem odprowadzić Kośkę do miejsca zbiórki.



Już wcześniej chciałem połączyć ten wyjazd z jakąś fajną trasą, a że nie miałem już za dużo czasu, to padło po prostu na Żabieniec. W ubiegłym roku odkryłem tam kilka fajnych ścieżek przelotowych i chciałbym w tym roku skorzystać z nich, choćby na krótkich przebieżkach.
Za Koźlem było trochę wietrznie i jakoś przez moment minimalnie ciężko mi się jechało. W Kłodnicy wiatr ustał i od tej pory zrobiło się bardzo fajnie :-) Jazda była na tyle przyjemna, że na miejscu znalazłem się praktycznie niepostrzeżenie :-) Poszło mi naprawdę szybko i byłem nawet zaskoczony licznikowym czasem jazdy :-)

Dane wyjazdu:
50.17 km 0.00 km teren
01:49 h 27.62 km/h:
Maks. pr.:52.40 km/h
Temperatura:
HR max: (%)
HR avg: (%)
Podjazdy: m
Kalorie: kcal
Rower:Kosia

Między pejzażami :-)

Środa, 27 kwietnia 2011 · dodano: 27.04.2011 | Komentarze 0

W pierwszy dzień po świętach w pracy, spojrzałem kilka razy za okno, sprawdzając czy aby przypadkiem chmury nie robią się deszczowe. Stęskniłem się za rowerem do tego stopnia, że sama myśl o nim, wywoływała małe podniecenie :-) To już tydzień czasu minął! :-) Co prawda wczoraj byłem już w domu, ale padał deszcz i z wyjazdu - choćby krótkiego - zrobiły się nici...
Po powrocie z pracy, mimo jasnego celu, minęło trochę czasu, zanim wyszedłem. Dobrze, że mam ten rower. Zawsze może człowiek odreagować, a i odsypiać nieprzespanej nocy nie musiałem ;-) Trzeba wspomnieć, że spać poszedłem o czwartej rano, przenosząc blogowe zdjęcia na inny serwer.



Od samego początku jazdy, narzuciłem szybkie tempo do tego stopnia, że po dziesięciu kilometrach, średnia wynosiła 30 km/h. Droga była przyjemna - czasem zawiał lekki, trochę chłodny wiaterek, a słońce nieśmiało puszczało promyczki. Za Gościęcinem zatrzymałem się na chwilę na wzniesieniu, po czym skierowałem się w stronę skrzyżowania w Borzysławicach, widocznego na mapie nawigacji. Na miejscu okazało się jednak, że ta droga nie jest zbyt zachęcająca... Dla pewności wyboru, zapytałem przechodzącej niedaleko kobiety, czy aby na pewno dojadę nią do krajowej "trzydziestki ósemki". Okazało się, że tak... ;-)



Trakt był kamienisty i wyboisty, ale dało się jechać :-) Później pojawiły się jeszcze kałuże, ale ostatecznie dotarłem do jakiegoś zakładu i zmierzając już utwardzoną, aczkolwiek dziurawą drogą, dojechałem do Pawłowiczek.
Od początku coś mówiło mi, że źle skręciłem na głównej, ale postanowiłem jednak już się nie wracać. Po bokach drogi, mijałem pięknie umajone pola, dojeżdżając po czasie do ciekawego podjazdu. Było tam naprawdę ładnie! :-) Pokonując kolejne kilometry i pomyślałem sobie nawet o mapie :-) Może będę ją zabierał na odkrywanie kolejnych rowerowych szlaków? Większa pewność, oznaczałaby że mógłbym więcej zobaczyć :-) Powróciła także myśl o pedałach SPD - gdybym miał je dzisiaj, to dopiero byłby szał! ;-)




Na lekkiej równi w dół, sunąłem sobie spokojnie i bez wysiłku, osiągając prawie 40 km/h. Powietrze miało kwiecisty zapach. Normalnie podoba mi się tutaj! :-) Kolorowe polne pagórki, tworzyły naprawdę ładne pejzaże :-) Wystarczyło tylko wychylić trochę nosa z Kędzierzyna i już czuć było powiew świeżości! :-) Ponownie zatrzymałem się na wzniesieniu... Szkoda, że aparat nie dał rady uchwycić piękna tych krajobrazów...




W Ostrożnicy szybko i dynamicznie pokonałem zjazd wraz z zakrętami, dostając później power'u podczas jazdy pod górkę :-) Chwila postoju i dalej w długą! :-) Słońce było jeszcze w dużej odległości od horyzontu, ale zrobiło się już pomarańczowe i jakoś dziwnie małe ;-) Ja tymczasem ponownie dostałem kopa! :-) Jechałem cały czas, starając się utrzymać prędkość powyżej średniej i łykając kilometry, dotarłem do Naczysławek, gdzie minąłem Corvettę - chyba model ZR1. Co prawda nie jestem fanem, ale aż krzyknąłem na jej widok! Nie zatrzymując się, dotarłem do Dębowej, przez którą przejechałem w małym zamyśleniu, aby następnie szybko przemknąć kozielskim parkiem :-) Będąc już na Chrobrego, chciałem wycisnąć z siebie i Kośki jeszcze trochę prędkości, podobnie jak na drodze prowadzącej do osiedla :-) O mały włos, wyjazd mógł jednak skończyć się dla mnie źle, gdyż nie zostałem zauważony(!) przez chcącego zaparkować kierowcę, który wjechał na mój pas, praktycznie wprost przede mnie. Masakra jakaś z tymi kierowcami...
;-)
_
Jejciu! Jejciu! ;-)

Dane wyjazdu:
40.04 km 0.00 km teren
01:29 h 26.99 km/h:
Maks. pr.:50.80 km/h
Temperatura:20.0
HR max: (%)
HR avg: (%)
Podjazdy: m
Kalorie: kcal
Rower:Kosia

Góra św. Anny, podjazd I

Środa, 20 kwietnia 2011 · dodano: 20.04.2011 | Komentarze 0

Od dzisiaj byłem już na przedświątecznym urlopie. Tak się złożyło, że wyjazd na święta przesunął się o jeden dzień, a więc mogłem pozałatwiać swoje sprawy. Mimo że od rana ciągnęło mnie na rower, to wpierw jednak musiałem odfajkować zaplanowane na dziś obowiązki. Dzień był bardzo ładny, dlatego też ze wzmożoną siłą kombinowałem, jaką trasę mógłbym dziś pokonać. Nie miałem zbyt dużo czasu - później miałem jechać na mecz, a i spakować się trzeba było na wyjazd. Po chwili wpadł mi do głowy fajny pomysł :-) Tak - Góra św. Anny, to chyba dobra opcja na dziś ;-)



Na zewnątrz był bardzo ładny dzień :-) Temperatura odpowiednia, praktycznie bezwietrznie :-) Ruszyłem od razu narzucając fajne tempo :-) Jazdę zakłóciła mi dopiero za Januszkowicami kobieta, wyjeżdżająca z przydrożnego placu. Włączając się do ruchu, spojrzała zapewne tylko w lusterko (albo nawet i nie) i o mały włos wjechałaby we mnie bokiem samochodu. Niestety był to kolejny w ostatnim czasie, przykład ślepego idioty na drodze... Nie przejmując się tym incydentem zbyt długo, dotarłem do Zdzieszowic bardzo szybkim tempem. Podczas całego odcinka z Koźla, utrzymywałem prędkość pod 30 km/h, więc jak dla mnie było to naprawdę dobre tempo :-) Pierwszy krótki postój, zrobiłem po przejechaniu miejscowości - licznik pokazywał średnią prędkość na poziomie 28,9 km/h i trzeba przyznać, że byłem uradowany tym wynikiem :-) Nie chodziło mi o sam fakt wysokiej średniej, a o pewność co do możliwości szybkiego przemieszczania się, która jest tak ważna na długich dystansach. Zwolniłem jednak przed dojazdem do podnóża góry, gdyż trochę zaczęło zawiewać znad przeciwka.
Początek podjazdu, to bardzo przyjemny odcinek drogi :-) Dobry asfalt i silny zapach lasu sprawiły, że jeszcze bardziej chciało mi się przeć do przodu :-) Dalej wcale nie było gorzej :-) Mimo, że zaczęło być już stromo, starałem się jechać na najwyższej możliwej przerzutce i na najniższą zębatkę z przodu zrzuciłem chyba tylko ze dwa razy :-) Podjazd nie był w stanie mnie zmęczyć, choć na jego początku myślałem, że będę zmuszony pokonać go na raty. W trakcie jazdy, postanowiłem jednak pokonać go ciągiem i byłem przekonany o tym, że mi się to uda :-) Faktycznie, nawet te ostatnie - najbardziej strome metry już na szczycie - także przejechałem pewnie i bez większego wysiłku :-) Na miejscu minąłem grupę ludzi, siedzących obok schodów, prowadzących do kościoła klasztornego i zatrzymałem się nieopodal.




Po niedługim czasie wprowadziłem rower na kościelny dziedziniec. Gdy opuściłem budynek kościoła zauważyłem, że bardzo nisko nad górą przelatuje mały samolot. To już kolejne stracone ujęcie spowodowane tym, że nie mam aparatu pod ręką... Niebawem zjechałem do wsi i ruszyłem w drogę powrotną.





Oczywiście zjeżdżając z góry, także deptałem na pedały :-) Obserwowałem też ładne widoki w dole, ale nie chciało mi się zatrzymywać, aby je uwieczniać ;-) Gdy dojechałem do podnóża, nad moją głową pojawił się sufit z białych pąków drzew :-) Doprawdy był to bardzo ładny i przyjemny widok... :-) Chwilę później minąłem pierwsze skrzyżowanie, zauważając w oddali starą ciężarówkę. Mimo to nie zwolniłem, będąc w przekonaniu, że poruszamy się zapewne podobnym tempem. Z tego krótkiego rozważania wyrwał mnie chłopiec, machający do mnie z wyprzedzającego mnie właśnie Audi. Oczywiście także mu pomachałem :-)
Gdy dojechałem do Leśnicy zauważyłem, że owa ciężarówka pojechała prosto, podczas gdy ja skręcałem. Mimo to po kilkuset metrach wyjechała przede mnie z podporządkowanej, buchając trującym błękitem. Zwolniłem, aby nie wdychać tych straszliwych spalin. Kilkadziesiąt metrów dalej znów jednak spotkała mnie przykra niespodzianka. Za oprawkę moich okularów wpadł jakiś owad i zdążył mnie udziabać, zanim się go pozbyłem. Piekło odczuwalnie, a więc stanąłem i pomacałem się przy skroni. Coś wyrosło, ale chyba sytuacja była opanowana... ;-)
Znów podkręciłem tempo. Tym razem zakres prędkości oscylował pomiędzy 35, a 40 km/h i muszę przyznać, ze jechało mi się bardzo fajnie :-) Szybko przemknąłem przez Raszową, wjeżdżając w las. W końcowej fazie przejazdu zaczęło zawiewać znad przeciwka, ale utrzymywałem prędkość powyżej średniej. Za Kłodnicą zrobiłem sobie krótki postój, a następnie jadąc chwilę pod wiatr, dotarłem do domu, utrzymując wysoką prędkość.
W końcu udało mi się zrealizować postawiony sobie jeszcze w ubiegłym roku cel :-) Mekka okolicznych rowerzystów wpisana do bloga ;-) Oczywiście nie był to ostatni podjazd na tą górę... ;-)

Dane wyjazdu:
6.13 km 0.00 km teren
00:17 h 21.64 km/h:
Maks. pr.:42.00 km/h
Temperatura:
HR max: (%)
HR avg: (%)
Podjazdy: m
Kalorie: kcal
Rower:Kosia

Wieczorna przejażdżka

Wtorek, 19 kwietnia 2011 · dodano: 19.04.2011 | Komentarze 0

Dziś znów byłem w domu dopiero pod wieczór. Było jeszcze widno i ciepło, więc dla relaksu wziąłem Benka na spacer, podczas którego zarejestrowałem pierwsze oznaki lekkiego ochłodzenia. Mimo wszystko chciałem się przejechać. Choć trochę...



Pojechałem najpierw pozałatwiać swoje sprawy, a następnie udałem się do parku, starając się jechać dynamicznie. W drugiej części zwiększyłem tempo, od czasu do czasu agresywnie depcząc, natomiast przez ostatnią już tylko przemknąłem. Dojeżdżając do Chrobrego, musiałem zatrzymać się do zera, ale za to mogłem później poczuć przyśpieszenie podczas ruszania :-) Pięknie było czuć moc przekazywaną na asfalt :-) Puściłem się w sprint (MXS), a przed zjazdem na osiedle, gwałtownie wyhamowałem praktycznie do pełnego zatrzymania. Odcinek bezpośrednio do domu, pokonałem już spokojniej.

Dane wyjazdu:
24.87 km 0.00 km teren
00:56 h 26.65 km/h:
Maks. pr.:40.50 km/h
Temperatura:
HR max: (%)
HR avg: (%)
Podjazdy: m
Kalorie: kcal
Rower:Kosia

Ponownie drogą zachodzącego słońca

Poniedziałek, 18 kwietnia 2011 · dodano: 18.04.2011 | Komentarze 0

Do domu wróciłem po południu i żałowałem, że było już tak późno. W ogóle nie czułem zmęczenia po wczorajszym wyjeździe, a wręcz przeciwnie - jeszcze mnie nosiło. Naprawdę szkoda, że wróciłem o tej porze dnia... Gdyby nie to, na bank wyjeździłbym jakiś ładny ślad :-) Tymczasem ruszyłem, spoglądając na zachodzące słońce.



Na końcu osiedla, jakiś idiota wyjeżdżając z podporządkowanej, wymusił mi pierwszeństwo. Coś ostatnio bardzo często muszę okazywać negatywne emocje, wobec innych uczestników ruchu drogowego... Gdy tylko wyjechałem za Koźle, zacząłem czuć mięśnie nóg. To pozytywny efekt wczorajszego wypadu :-) Oczywiście nie zwolniłem, chcąc jak najdłużej je pomęczyć :-) Jako że było już trochę chłodno, skróciłem sobie drogę i nie pojechałem obok stadniny, tylko krajówką.
Chwilę później sunąłem już boczną drogą, prowadzącą do przejazdu kolejowego. W pewnym momencie, wyprzedził mnie Opel. Doszedłem go, gdy stał przed zamkniętym przejazdem i zauważyłem, że ma nie domknięte tylne drzwi. Zapukałem kulturalnie i zwróciłem uwagę kierowniczce ;-) Gdy ruszyliśmy, zacząłem mocniej pedałować i tak się zapędziłem, że nie wiadomo kiedy, przejechałem skrzyżowanie na którym miałem odbić, zauważając to dopiero przed główną drogą :-) Na kolejnym podjeździe dopingowałem się jeszcze bardziej, mówiąc do siebie na głos i niebawem znów dotarłem do głównej, mijając wcześniej dwie mafijne hordy z kijkami ;-) Szybciutko czmychnąłem na skrót do Łężec, a później podjąłem decyzję o skróceniu trasy i rezygnacji z przejazdu przez Gierałtowice, gdyż robiło się już nieco szaro.
Dotarłem więc do podjazdu za Bytkowem: hop! i już miałem go za sobą! :-) Kolejny pokonałem równie dynamicznie :-) Jeszcze zjazd i byłem już w Radziejowie. Na polnej drodze, rozpędziłem się prawie do czterdziestu kilometrów na godzinę, aż tu nagle za mną pojawił się samochód! Żeby tutaj?!? Niestety gdy mnie wyprzedził, przez dłuższą chwilę jechałem w kurzu, ale nie przeszkodziło mi to w tym, aby później jeszcze bardziej podkręcić tempo :-) Zjechałem ze wzniesienia w Reńskiej i skierowałem się w stronę Koźla bacząc, aby prędkość jazdy była utrzymywana powyżej średniej.
Gdy już się tam znalazłem, odbiłem do parku. Jechałem w zakręcie na skraju parku, wsłuchany w śpiew ptaków i nieco oderwany od rzeczywistości, aż tu nagle sarna! Przebiegła w poprzek alejki, ze trzy metry ode mnie! Nie zgubiłem jej z oczu i jechałem alejką w pewnej odległości obok niej, przystając kilka razy. Doprowadziłem ją praktycznie aż do końca tej części parku, postanawiając odjechać po dłuższym wzajemnym wpatrywaniu się w siebie :-) Cholera zepsuła mi średnią ;-) Do drugiej części parku, wjechałem mocno depcząc na pedały. Jeden śmig i już byłem na wylocie :-) Na Chrobrego wykonałem jeszcze ładny, długi sprint i skierowałem się w stronę domu, osiedlem jadąc już nieco spokojniej :-)

Dane wyjazdu:
39.08 km 0.00 km teren
01:32 h 25.49 km/h:
Maks. pr.:58.20 km/h
Temperatura:21.0
HR max: (%)
HR avg: (%)
Podjazdy: m
Kalorie: kcal
Rower:Kosia

Na spotkanie z bocianem ;-)

Niedziela, 10 kwietnia 2011 · dodano: 10.04.2011 | Komentarze 0

Dziś znowu przywitał mnie piękny dzień. Do południa było co prawda nawet zimno, ale przed trzynastą termometr pokazywał już dwadzieścia jeden stopni. W międzyczasie zadzwonił też Piotrek, aby wyciągnąć mnie na wspólny wypad, ale byłem jeszcze w proszku i nie chciałem go hamować. Gdy już się ogarnąłem, wpadła mi do głowy myśl, że może fajnie byłoby pojechać do Głogówka, na wiosenną sesję w parku :-)



Na zewnątrz było co prawda ciepło, ale za to bardzo wietrznie. Pierwsze mocniejsze podmuchy, dopadły mnie za Koźlem i były na tyle intensywne, że już za Większycami wykonałem postój.



Pierwszy choć bardzo krótki odcinek bez wiatru, pojawił się za Radziejowem i okazało się, że bez "towarzystwa" jechałem bardzo szybko, sprawnie zostawiając za sobą kolejne metry. Widać było oznaki wiosny: kwiaty, powietrze, ogólna aura... Zadomowiła się na dobre :-)
Droga do Gościęcina, była ciągłą walką z wiatrem. Prędkość nierzadko spadała poniżej 20 km/h. W takiej wichurze nie jechałem chyba nigdy! Czasem wiało tak, że nie dało się jechać, a rower musiał był wręcz pochylony, podczas walki z bocznymi podmuchami! Na jednym ze spokojniejszych odcinków minąłem kolarza, dla którego wiatr był jednak sprzymierzeńcem. Chyba to właśnie cechuje doświadczonych cyklistów, że potrafią dobrać sobie trasę pod warunki pogodowe. Oczywiście pozdrowiliśmy się nawzajem :-) Jechałem dalej z nadzieją, że i mnie w drodze powrotnej dostanie się trochę tego wiatru w plecy :-) Za Gościęcinem przystanąłem na moment. Jazda była niemiłosiernie utrudniana przez wiatr. Trochę też odczuwałem chłód, mimo teoretycznie wysokiej temperatury. Powoli zacząłem znów pokonywać kolejne metry, cały czas walcząc. Gdy dotarłem do Bryks, pojawiła się myśl, aby zawrócić już do domu. Trochę kusił mnie ten przeciwny wiatr ;-)
Za Kózkami, dostrzegłem w oddali dym. Zatrzymałem się i chwilę poobserwowałem. To był także pretekst do tego, aby znów trochę odpocząć. Miałem nawet przez moment wrażenie, jakby kręciło mi się w głowie od tego ciągłego wiatru i szumu.



Dalsza jazda także była bardzo rwana. Gdy nie wiało starałem się przyśpieszyć, ale była to syzyfowa praca. W pewnym momencie, zmagając się wciąż z wiatrem, dostrzegłem na polu bociana :-) Praktycznie podświadomie zjechałem na pobocze i położyłem rower. Chwilkę później byłem już na miedzy z aparatem w ręce, ale wiało tak, że nie mogłem uchwycić dobrego kadru. Począłem zbliżać się doń etapami, cykając fotki i tylko raz oglądając się w stronę roweru. Po kilku minutach podchodów, znalazłem się naprawdę blisko! :-) Bocian też to jednak zauważył i poderwał się do lotu. Było mi szkoda czasu na zmianę ustawień aparatu, więc cykałem zdjęcia pojedynczo. Gdy bociek odleciał na pole po drugiej stronie drogi, począłem biec w stronę roweru, który był w znacznej odległości ode mnie. Ja natomiast biegłem raczej dlatego, aby dopaść bociana po raz drugi ;-)









Gdy dotarłem do roweru uznałem, że raczej nastał już czas powrotu do domu. Wizyta u boćka chyba na dziś wystarczy ;-) Założyłem białą kurtkę, kupioną jeszcze jesienią i od razu zrobiło mi się dużo cieplej. Początkowo droga przebiegała dużo swobodniej i mogłem rozpędzić się do fajnych prędkości, ale jednak stosunkowo szybko, znów dał o sobie znać nieustępliwy wiatr. Mimo to do Gościęcina dotarłem chyba ze dwa razy szybciej, niż jadąc w drugą stronę. Co jakiś czas nękany bocznymi podmuchami, dojechałem do Bytkowa. Podobnie jak wcześniej, gdy nie czułem wiatru, byłem w stanie jechać naprawdę, naprawdę szybko. Spodziewałem się jednak, że na drodze do Radziejowa, wiatr znów da mi się we znaki. Faktycznie był on na tym odcinku bardzo dużym problemem, bo praktycznie nie dało się jechać. Walcząc jechałem z prędkością około 15 km/h. Na szczęście sytuacja poprawiła się przed Większycami, skąd dotarłem do domu, mierząc się z już mniejszymi podmuchami.